Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 232 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pamiętnik Jana Konopielko( 1906-1982).Cieśnina Tatarska...

niedziela, 19 marca 2017 12:48

  Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul

 

 

CieśnTatarNetting.ol.jpg

 

Jan w swoim Pamiętniku, którego kolejny fragment poniżej, wspomina  o przedziwnym, nigdzie nie spotykanym zjawisku atmosferycznym, które widział nad Cieśniną Tatarską.

To stamtąd, z maleńkiej przystani Buchta Banina, której nie mogę znaleźć na mapach,  sowieci mieli  zawieźć grupę katorżników a wśród nich Jana na Kołymę, ale w ostatniej chwili uznali, że mają już komplet więźniów. Jak to przeżywał mój Teść warto zajrzeć do poprzednich wpisów.

 

Cieśnina Tatarska to wąziutka przestrzeń wodna w północno- zachodniej części Oceanu Spokojnego, łącząca Morze Ochockie i Japońskie. To tutaj zatrzymuje się w pędzie i nagle hamuje  potężny azjatycki kontynent a zaraz po 7,3 km pasemku wody rozpoczyna się przygoda z Sachalinem . Wyspa jest ciekawa, ale to odrębny temat.

Cieśnina o długości 852 km i głębokości 8 m wchłania w siebie i podaje dalej wody wielkiej rzeki Amurem zwanej. 

Najwęższy jej odcinek Tatarskiej Cieśniny jest niegościnny, pełen podwodnych ogromnych skał, mielizn , przez który przeciskają się potężne prądy morskie zwielokrotniane wpływami ogromu kontynentu i masą wody największego oceanu .

Często zaglądają tu nagłe, gwałtowne, ulewne deszcze, czasem zaś wiszą gęste mgły.

Zimą wieją gwałtowne wichry północne zwykle z prędkością 25-30 m/s , powodujące spadki temperatury poniżej -20 stopni. Wówczas fale sztormowe wznoszą się na wysokość 8 m. Bywa, że pojawia się lód na powierzchni wody Cieśniny, ale zwykle jest cienki. I wówczas buszują w nim wichury wzbudzając megafale, łamiąc i spiętrzając w wielkie różnokształtne pryzmy lód, który potrafi wypływać na wielkie morskie przestrzenie..

Pewnie widok to zarówno  królewski jak i diabelski.

Jan miał szczęście trafić tam na jakąś łaskawszą porę roku….

 

CieśnTatarskaWikipedia.PNG

 

 

 

 Oto cd. Pamiętnika Jana....

 

 "..... Powrotna droga z Buchta- Banina

 

Zanim przystąpię do  opisania powrotnej drogi z punktu przesyłkowego , należy chyba poświęcić parę słów samej przystani.

Buchta- maleńka przystań przy brzegu Cieśniny Tatarskiej.

Z jednej strony- południowej otaczają ją skały, a od strony północnej sowiecka część Sachalinu.

Tą cieśniną wypływają  statki na Morze Ochockie.

Tym to morzem, podążają statki do portu w Magadanie.

Do rzeki Kołymy, gdzie kopią złoto…..

Z tego punktu przesyłowego rocznie odprawia się około 20 tysięcy więźniów różnego rodzaju do kopania złota- kruszcu.

Z Kołymy wraca w ciągu roku około 5 tys. nieszczęśników.

Już są niezdolni do żadnej pracy.

Z Buchta Banina odwożą ich znowu do innego łagru, jeśli jeszcze nie ukończyli swego terminu pobytu w obozie.

 

    Nowostka nad Cieśniną Tatarską

  

Świeci jasno słoneczko.

Ani jednej chmurki na niebie.

Mijają dwie minuty i już na firmamencie pokazuje się ciemny pęcherzyk.

Za minutę polało z niego jak z cebra.

Wszystkie nierówności zapełniła woda.

Gdzie były rowy, tam już szumiały rzeki pełne wód.

Z tego małego ciemnego pęcherzyka na niebie  była taka ulewa, jakiej ja jeszcze nigdy nie widziałem.

Minuta minęła i znów słoneczko świeci.

Tak to szybko zachodzi zmiana pogody w tej północnej krainie, nad Sachalinem radzieckim....."

 

CieśTataStatek.jpg

Nad Cieśniną Tatarską.

Wszystkie zdjęcia z netu.


Podziel się

komentarze (49) | dodaj komentarz

Pamiętnik Jana Konopielko ( 1906-1985). Przede mną Kołyma.

poniedziałek, 20 lutego 2017 17:46

 

Kolyma.jpg

 

Czytam  wspomnienia mojego Teścia,  który pisze chyba najprościej jak  można  a jednocześnie tworzy obrazy i klimat. ….ile człowiek może znieść i potem żyć normalnie i kochać ludzi jak Jan…

Na szczęście Jan jakimś cudem nie dotarł na Kołymę. Ale co przeżywał czekając na wodny transport, nawet trudno sobie wyobrazić. Przecież wiedział tak jak inni więźniowie, co ich czeka. To może nam się wydawać dziwne, że w tamtych czasach ludzie się porozumiewali ze sobą …

Niewiele wiedziałam na ten temat, może tylko to, że Kołyma to śmierć.

Dzisiaj czytałam o tym w necie i znalazłam w portalu ciekawostkihistoryczne ciekawą informację Jana Furta na temat książki Martina J. Bollingera zatytułowanej

„ Flota GUŁAG-u. Stalinowskie statki śmierci: transporty na Kołymę „.

Wydaną w 2011 roku przez : Axis i Replika

 

FlotaGułaguKołyma.jpg

 

Z tekstu pana Jana Furta  wybrałam i  skopiowałam przenosząc do tego blogu następujące fragmenty …..

„  Książkę Bollingera, wydaną po polsku w niewielkim, wygodnym formacie i uzupełnioną ilustracjami (głównie w postaci archiwalnych fotografii jednostek służących we flocie GUŁAG-u), czyta się z prawdziwym zainteresowaniem.[…]

[…] Kołyma, słabo zaludniony i trudno dostępny region we wschodniej Syberii o powierzchni kilkakrotnie większej od dzisiejszej Polski, stał się obiektem zainteresowania władz sowieckich w latach 20-tych z powodu bogatych złóż złota ukrytych w tej niegościnnej ziemi. Operacje górnicze w ekstremalnych, arktycznych warunkach przy niemalże całkowitym braku jakiejkolwiek infrastruktury wymagały ogromnych inwestycji, dlatego też zdecydowano się na masowe wykorzystanie darmowej siły roboczej w postaci więźniów GUŁAG-u. Nie był to nowy pomysł, bo podobnie uczyniono podczas budowy Kanału Białomorskiego kilka lat wcześniej.

Dekretem Biura Politycznego w 1931 roku utworzono przedsiębiorstwo Dalstroj w celu eksploatacji bogactw mineralnych Kołymy.[…]

[…] w ciągu u 22 lat działalności Dalstroju drogą morską przewieziono na Kołymę około miliona więźniów. Była to jedna z największych w dziejach morskich operacji transportowych.[…]

   […] w ładowniach których w nieludzkich warunkach przewieziono setki tysięcy więźniów do stalinowskich łagrów, zostało zakupionych na Zachodzie w latach 30-tych. Kolejne zostały przekazane ZSRR w ramach programu Lend-Lease podczas II wojny światowej. Co więcej, frachtowce GUŁAG-u przechodziły wielokrotne remonty w amerykańskich stoczniach w latach wojny. Czy amerykański sojusznik ZSRR zdawał sobie sprawę, do czego w rzeczywistości wykorzystywano te jednostki? Nieświadomy (prawdopodobnie) udział Zachodu stał się przedmiotem szczególnych dociekań autora, który poświęcił temu zagadnieniu obszerną część książki.[…]

  […] rozdziały poświęcone warunkom panującym podczas rejsów na Kołymę. Opisy pozostawione przez ocalałych więźniów mrożą krew w żyłach. W mrocznych, dusznych ładowniach statku upychano kilka tysięcy ludzi. W nieprawdopodobnym ścisku i straszliwych warunkach sanitarnych, zdani na łaskę i niełaskę strażników musieli oni przetrwać od kilku dni do nawet wielu tygodni – zależnie od trasy podróży. Wielu dusiło się z braku powietrza. Podczas rejsu regularnie dochodziło do morderstw, rabunków i zbiorowych gwałtów dokonywanych przez więźniów kryminalnych. Zbuntowanych więźniów strażnicy zalewali lodowatą wodą, co w warunkach arktycznych powodowało natychmiastowe zamarznięcie. Autor przytacza także wstrząsające opisy pożarów, które niekiedy wybuchały na statkach. Gaszono je przy pomocy pary z silników statku bezpośrednio wpuszczanej do ładowni, w wyniku czego więźniowie gotowali się żywcem. Katastrofom na statkach GUŁAG-u Bollinger poświęcił dwa pełne rozdziały książki.[…]

 [… ] Rejsy na Kołymę nawet bez nich były pełne niebezpieczeństw. Sztormy, kry lodowe i podwodne skały stanowiły nieustanne zagrożenie dla stłoczonych w ładowniach skazańców. Jednej z katastrof, w wyniku której na uwięzionej w arktycznych lodach „Dżurmie”, cieszącym się najgorszą sławą statku Dalstroju, umrzeć z głodu miało 12 tysięcy ludzi autor poświęcił osobny rozdział. […]

 

To tyle cytowanych przeze mnie słów Jana Furta na temat tej książki…..

 

A teraz oddaję głos Janowi

Tak pisze w swoim pamiętniku ;

 

  "...  Kończy się kwarantanna odpoczynku.

Po 15 dniach wywołują po nazwisku i ustawiają po piątce i gonią do wrót, gdzie już stoi orkiestra.

Na znak dany, orkiestra gra jakiegoś, tak mi się wydawało, żałobnego marsza.

Przechodzą bramą młodzieńcy- pełni zdrowia- młodości- ze spuszczonymi głowami, jakby szli na śmierć.

A orkiestra gra.

Idą i kolumny końca nie widać.

Wreszcie zamykają bramę.

Poszli do okrętu, który już od wczoraj stoi na przystani Buchta Banina.

Przed wprowadzeniem do okrętu, konwojenci robią  dokładnie szmon.

Szczegółowo przeglądają wszystko co mają skazani, co okrywa ich ciało.

 

Marsz żałobny się skończył.

 

 Wydawało się mnie, że już jestem uratowany.

Ale oto w obozie poszukują  mnie i innych, by się zbierali do wyjścia, a więc i nas mają zabrać na ten  okręt.

 Już odbywa się to odprowadzenie bez orkiestry.

Zaprowadzają nas 25- 30 osób na plac, gdzie odbywała się kontrola poprzednich brygad. Robią szmon dokładny, ale ja ruble schowałem pod podeszwą wojłoczek.

Nie znaleźli u mnie nic.

Skończono sprawdzanie.

 

Podchodzi naczelnik naszej brygady- grupy, do naczelnika okrętu.

Melduje, że jeszcze przyprowadził grupę więźniów do zabrania na okręt.

A ten mu na to:

„ Bolsze nie bieru, po spisku uże u mienia chwatajet”.

 

A więc naszej grupy nie przyjęto.

Radość to była niesamowita.

Wracamy do baraków.

Nie wiemy, co zrobią z nami.

Ta myśl nurtuje nas pozostawionych.

Co ma być, ale już gorszego nie będzie...." cdn

 

StatkiŚmierciNaKołymęDżurma.jpg

Jeden ze statków śmierci , słynna Dżurma

Wszystkie zdjęcia z netu


Podziel się

komentarze (48) | dodaj komentarz

Pamiętnik Jana Konopielko ( 1906- 1985). Bajkał, Amur, Cieśnina Tatarska, Sachalin

sobota, 21 stycznia 2017 5:49

  Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul

 

 cd Pamiętnika. Jest rok 1953. Jan i inni więźniowie są przewożeni na brzeg Morza Ochockiego a potem ma być Kołyma...

 

AmurMapka.png

Na mapce widać jezioro Bajkał ( z lewej), potężną rzekę Amur, i po prawej wyspę Sachalin, którą Jan ogląda z okien pociągu. Powyżej ( nie ma na mapie) Kołyma

 

Oto cd wspomnień Jana.  Jest rok 1953. Więźniowie są przewożeni na Kołymę...


"....Na rozmowach o życiu w Moskwie dojechaliśmy do brzegów Jeziora Bajkału.

Ogromne to jezioro.

Brzegów jego nie widać.

Patrzymy przez kraty w oknie i podziwiamy tę szerokość i długość.

Mówią niektórzy, że w nim jest 300 gatunków ryb.

Teraz, w 1953 roku pobudowano obok- Bajkalsko- Amurską  Magistralę.

Długość jej wynosi ponad trzy tysiące kilometrów.

Obecnie  już położono most na rzece Amurze-( szerokość jej- 3,5 km).

Dwieście metrów nad brzegiem Bajkału  ciągnie się droga kolejowa długości co najmniej 200-300 km.

Zostawiamy ten wspaniały Bajkał i jedziemy w kierunku nowo pobudowanego miasta Komsomolska, położonego po obu stronach rzeki  A m u r.

 

Tu zatrzymuje się nasz pociąg, składający się z dwudziestu wagonów.

W 1953 roku jeszcze nie było na Amurze mostu.

Przejeżdżano promem elektrycznym.

Prom był dwupiętrowy.

Za jednym razem zabierano 4+4 wagony.

A więc trzeba było trzy razy przejeżdżać Amur.

Prawda, że szybko chodził ten prom, ale mimo to zabierało to 1,5 godziny czasu.

Gdy wszystkie wagony były już na drugiej stronie rzeki, doczepiano lokomotywę i jeszcze do miejsca przeznaczenia było ponad tysiąc kilometrów drogi.

 

Tę drogę do B u c h t a  B a n i n a przejechaliśmy w ciągu dwóch dób.

Wychodziliśmy z wagonów obrośnięci, zmęczeni- ledwie żywi.

Nogi odmawiały posłuszeństwa, by dojść do baraku- łagru , gdzie był nasz punkt przesyłkowy d o  K o ł y m y .

Gdy stanęła nasza noga na tej pustej i kamiennej ziemi, poczuliśmy w powietrzu coś, czego ja w powietrzu nigdy dotychczas nie odczuwałem- brak powietrza.

Nie mogłem oddychać normalnie.

Połykałem go coraz więcej, a jego wszystko jedno było za mało.

Okazało się, że w tym powietrzu n a d  b r z e g i e m   Z a l e w u   T a t a r s k i e g o ,  o g r a n i c z a j ą c e g o   S a c h a l i n   R a d z i e c k i , brak jest czternaście procent tlenu.

Trzeba organizm przyzwyczajać do takiego powietrza.

 

Na domiar złego, po dobrnięciu do baraków, w których mamy przebyć karantir

( kwarantannę) – 15 dniowy, napiliśmy się wody gotowanej ale i nie gotowanej.

A piliśmy ją tak łapczywie, by zgasić pragnienie, które nas  męczyło przez całą drogę, trwającą 15 dni.

Nazajutrz zapanowała w obozie czerwonka.

Prawie 50% chorych położono do szpitala.

Ja także znalazłem się wśród tych nieszczęśników.

Byłem w tym stacjonarze 10 dni.

Leżałem na wysokim narze, z którego przez okno oglądałem cały radziecki Sachalin.

 

Obok mnie leżeli bandyci.

Opowiadali oni o swoich sukcesach i niepowodzeniach w swej robocie.

Opowiadali, że trzeba mordować  wszystkich, kiedy się chce zrobić czystą robotę.

Bo, gdy choć jedną osobę zostawić żywą, ona może w przyszłości wydać całą szajkę.

Na przykład, opowiada, zostawiliśmy jedną najemnicę przy życiu,  a ona nas wsadziła na 15 lat do więzienia.

 

Nikt z tej dezynterii nie umarł.

Ja także wyszedłem po tygodniu cały.

Ale przyplątała mi się inna choroba.

Rozbolało mnie lewe oko.

Lekarze leczyli, ale skutków dodatnich nie było.

Lekarze zaczęli mówić mi, że jestem symulant, bo nie chcę jechać na Kołymę.

Bo byli prawdziwi udawacze ślepoty.

Zasypywali oczy tytoniem , żeby tylko nie zabrano ich do wywiezienia za Morze Ochockie, na Magadan, Kołymę.

Ale ja nie należałem do tych symulantów.

Mnie naprawdę zaciągnęło oko ropą.

Poważnie myślałem, że zostanę z jednym okiem...." cdn

 

Amur.jpg

Rzeka Amur, zdjęcie z netu.

 

 


Podziel się

komentarze (4000) | dodaj komentarz

Pamiętnik Jana Konopielko ( 1906- 1985). Podróż na Kołymę.

piątek, 13 stycznia 2017 6:58

 

JanTytuł- poprawić.jpg

Jan pisze pamiętnik. Jest rok 1985

 

 

 

Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul

 

      "....W  r o k u   1 9 5 3   w   m i e s i ą c u   l i p c u  zabrano z naszego obozu 250 więźniów .

Z tajgi położonej za T a j s z e t e m w  k i e r u n k u   B r a c k a przywieziono nas w czterech wagonach do I r k u c k a.

W Irkucku stoimy cały dzień.

Upał niesamowity, dochodzi do 40 stopni ciepła.

Z nar wszyscy poschodzili.

Tarzamy się po podłodze.

Jesteśmy wszyscy w stroju adamowym.

Oddychać nie ma czym.

Ślina zasycha w ustach.

A tu jeszcze i brak wody.

Jesteśmy półtrupami.

Mało brakuje, a wszyscy wyzioniemy ducha.

 

Nareszcie pociąg rusza i przez szczelinki w wagonie przedostają się strumyczki orzeźwiającego powietrza.

Pociąg mknie i my zaczynamy się po trochu ruszać.

Pełzniemy na swoje nary i pod nary.

Mój sąsiad, m o s k w i c z a n i n i ja zajmujemy miejsca pod ostatnimi narami.

    Pytam go,  j a k  o n  ż y ł  p o d c z a s   p a n o w a n i a   w ł a d z y   r a d z i e c k i e j. Ciężko westchnął i powiedział, że to nie było życie, a istna męka.

 Pochodził on z rodziny bogatych mieszczan .

I  t o   b y ł o   j e g o   n i e s z c z ę ś c i e. 

Rodzinę jego zamordowali, bo byli kontrrewolucjonistami.

On skończył gimnazjum i zaczął pracować w drogowym ruchu samochodowym w Moskwie. Cały czas pracy był pod nadzorem NKGB, na cenzurowanym miejscu- syn kontrrewolucjonisty.

Mieszkał w ojcowskim domu zmniejszonym o trzy czwarte.  Ożenił się i miał dwóch synów. Mimo dobrych wyników w pracy nie czuł się zadowolony.

Wciąż bał się, że go aresztują.

Po dwudziestu latach , w 1951 roku dościgła go ta nieszczęsna chwila- aresztowali go.

Na jego pytanie , dlaczego tego nie uczynili wcześniej?, otrzymał odpowiedź:

„ Potomu szto ty był nam nużen, a tiepier my imiejem swoich mołodych rabotnikow.

A tiepier wy możecie porabotać na rabotach potiażeleje. Wy swoim mołodym robotnikom raskazywali o swojej choroszej  osieni. „ .

Ten mój sąsiad dodał: „ Po statii 56- połucził dziesiać liet. – isprawitielnych trudowych liet i sosłan na wiecznuju zsyłku na Sibir, Kazachstan, Nowosybirsk itd.”.

       Wrócić do Moskwy nie może nawet po skończeniu kary zesłania.

 

Jak przestrzegali przepisów , że na Kołymę można wywozić więźniów o dobrej kondycji i to mających nie więcej jak 45 lat.

I tego moskwiczanina zabrali gdy miał 50 lat- sądziła tajga, a prokuratorem był niedźwiedź. Największe katusze przeżywał ten mój kolega- moskwiczanin- gdy jeszcze normalnie pracując, musiał wysyłać  w nocy samochody dla NKGB, które szalało przez całe noce, podbierając wrogów narodu. Całymi nocami drżał w pościeli i gdy coś gdzieś stuknęło, zrywał się i już był pewny, że zjawili się – wilki drapieżne po zdobycz.

Opowiadał, że jak w Moskwie i Leningradzie i w całym kraju ludzie- obywatele dzieli się na trzy grupy : 1) ci, którzy siedzą,  2) którzy siedzieli   i 3) ci, którzy będą siedzieć.

       Na pytanie, jakie było wasze życie?- odpowiada : „ syf, kasza, tiurma, papasza- eta żyźń nasza”.

 

Mimo rygoru, jaki stosowali NKGB- iści wobec swoich grażdan- obywateli, zdarzały się takie oto kawały :

 Na pudełku od zapałek można było widzieć Kalinina- ministra rolnictwa, ze zdobycznym cielęciem pod pachą – wracającego z kołchozu.

Zrozumiała rzecz, że aresztowano  pół  fabryki zapałczanej.

 Jak oprawcy stalinizmu wykonywali jego polecenia , niech będzie ten oto komiczny wypadek.

Stalin palił fajkę i założył ją za ucho ( taki u niego był zwyczaj) i zapomniał.

Wezwał on do siebie swoich pachołków i polecił tym stróżom, żeby natychmiast odnaleziono jego lulkę- fajkę.

Nie minęło 15 minut i już zgłoszono 47 złodziei . 

Na pytanie Stalina, co to są za obywatele, którzy oczekują na korytarzu- odpowiedź brzmiała: To są złodzieje, którzy ukradli waszą fajkę.

Sięgnął ręką za ucho  mówiąc: czort z wami, etaż ” trubka” za uchem…" cdn

 


Podziel się

komentarze (50) | dodaj komentarz

Pamiętnik Jana Konopielko ( 1906- 1985). Niedoszła marynareczka

poniedziałek, 02 stycznia 2017 5:42

  Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul

 

 

 

 

Jak dobrze, że najstarszy wnuk Jana, Łukasz, namówił go do kontynuowania pisania  pamiętnika rozpoczętego od przedwojnia. Zresztą Jan miał to w  genach, jak jego syn . Te poniższe zapiski , Jan niewinnie skazany na 10 lat łagru sporządził 10 miesięcy przed odejściem do drugiego, ponoć lepszego świata.

 Jan zaznaczył: Piszę 23.II.1985 roku. Jestem w szpitalu w Lidzbarku Warmińskim- na oddziale wewnętrznym- ogólne osłabienie.

SyberyjskiLasNationalGeograhic.jpeg Syberyjski las. Zdj z netu.

 

Oto cd Pamiętnika"

 

 "...    Naczelnik także przynosi do przechowalni i nowe rzeczy, które ja wydaję potrzebującym, ale jak już poprzednio zaznaczyłem- z wpisaniem do zeszytu.

Muszę zaznaczyć, że mój naczelnik przechowalni nie był bez grzechu, bo często zabierał nowe rzeczy , jak buciki, koszulki, spodenki, prześcieradła do swojej teczki- dla siebie.

On był obowiązany zdawać zużyte rzeczy do spisania.

Z tej swojej przechowalni przynosił już uznane do oddawania na szmaty.

Swoje rzeczy , które uznawał za zużyte, oddawał do kaptiorka . Były one celowo porwane w pewnych miejscach.

O rzeczy nowe dobijali się , prosili mnie, ale ja ich miałem za mało.

Dla mnie dobra była ta praca, bo od czasu do czasu mogłem zjadać cukierek czekoladowy , bo robotnicy nieraz kupowali w sklepiku i ze mną się dzielili, aby otrzymać lepszą rzecz z przechowalni.

 

Skończyły się dobre czasy dla mnie, gdy przyjechał  n o w y   n a c z e l n i k   d o  s p r a w     p o l i t y c z n y c h.

Ten nowy NKGB- owiec, był człowiekiem młodym i gołym, nie miał swojej pościeli i dlatego przyszedł do kaptiorka , żeby wypożyczyć pościel .

Dałem mu: koc, poszewkę, prześcieradło i materac.

Po wręczeniu poprosiłem , by powiedział mi swoje nazwisko, gdyż miałem zapisać te rzeczy do ewidencji.

Podał nazwisko, ale chyba ten mój sposób postępowania nie podobał się jemu, bo się zemścił nade mną.

Sprawdzając zakład remontu odzieży poza zoną znalazł dwie pary moich spodni, które oddałem krawcom, by mnie z nich uszyli marynareczkę.

W tej sprawie wezwał mnie do swego gabinetu i tam udowadniał mi, że ja przywłaszczyłem sobie te spodnie.

Ja usprawiedliwiałem się tym, że nie wypisywałem sobie nowych spodni przez dwa lata.

Że chciałem z tych spodni uszyć sobie marynareczkę, bo już mam prędko opuścić łagier, że mnie zostało jeszcze 7 miesięcy- być w łagrze.

 

Nie pomogło moje szczere wyjaśnienie.

Dał 5 dni karceru, no i zdjął mnie z posady kaptrioszczyka .

Sam kradł, a drugich za takie postępowanie jak moje karał i to  n i e s ł u s z n i e.

Mało tego, że mnie usunął z przechowalni, ale wbrew przepisom w y s ł a ł   n a   e t a p   d o   K o ł y m y , bym tam zginął .

 

Każdego roku robiono nabór na wywóz do kopania złota na rzece Kołymie za Morzem Ochockim.

Brano tam tylko więźniów do lat 45, a mnie już było w tym czasie 46 lat.

Więc i tu zemścił się na mnie , wysyłając na śmierć.

Zastosował on  stare prawo tajgi:

prokurator- niedźwiedź , sędzia- tajga...." cdn

 

 

 


Podziel się

komentarze (45) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Jan Konopielko ur. 12.02.1906 w Kołpiei- zm. 22.12.1985 w Olsztynie - Lidzbarku Warm. Nauczyciel i Sybirak. Był moim Teściem. Człowiekiem niebanalnym, radosnym, mądrym i bardzo przez nas kochanym....

więcej...

Jan Konopielko ur. 12.02.1906 w Kołpiei- zm. 22.12.1985 w Olsztynie - Lidzbarku Warm. Nauczyciel i Sybirak. Był moim Teściem. Człowiekiem niebanalnym, radosnym, mądrym i bardzo przez nas kochanym. Uczył nas i swoją młodzież szkolną jak dobrze i pięknie żyć. Swoje dzieje spisywał we wczesnej młodości a potem gdy czuł zbliżający się swój koniec. Gdy skończył pisanie pamiętnika, powiedział, że teraz już może umrzeć. Miał bardzo trudne życie, które przeżył godnie. Podziwiamy go za upór i wielką siłę walki o zdobycie zawodu oraz przetrwanie w ekstremalnie trudnych czasach. Teraz, gdy wrzucam tutaj Jego zapiski, wiem , że się uśmiecha. I na pewno się raduje, gdy widzi, że nie marnujemy szansy którą daje nam los i budujemy swoje życie najlepiej jak potrafimy. Dr n. med.. Zofia Konopielko

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: